"Maluję to czego nie można powiedzieć słowami" — Jan Wiśniewski
O odwadze bycia widocznym, o ciele jako manifeście i o tym dlaczego sztuka queer jest aktem politycznym.
Jan Wiśniewski maluje nocą. Nie z romantycznego powodu — po prostu wtedy Warszawa wreszcie milknie i można usłyszeć własne myśli. Spotkałem go w jego pracowni na Pradze, trzy dni przed wernisażem wystawy "Ciało jako manifest". Na podłodze leżały płótna, których nie powinno się dotykać. Na ścianach — reszta.
— Skąd wziął się ten tytuł — "Ciało jako manifest"?
Z momentu, w którym zrozumiałem, że moje ciało — queer, widoczne, nieprzeproszone — jest per se aktem politycznym. Nie musisz nic mówić. Wystarczy, że jesteś. W Polsce 2025 samo bycie sobą publicznie jest manifestem. Więc pomyślałem: skoro tak, to zróbmy z tego sztukę.
— Czerwień pojawia się w prawie każdej pracy. To kolor pasji, ale też alarmu.
Dokładnie. Nie chciałem malować czerwieni jako metafory miłości czy seksualności — bo to już było. Moja czerwień jest czerwienią alarmu przeciwpożarowego, czerwienią karetki. Coś się pali. Coś krzyczy. I to nie jest metafora — to opis stanu w którym żyjemy.
“Sztuka queer nie jest sztuką o byciu gay. To sztuka o byciu kimś, kto musi walczyć o prawo do istnienia. To różnica.”
— Jan Wiśniewski
— Twoje prace są bardzo fizyczne — ciało, gest, materia farby. Skąd ta cielesność?
Przez długi czas żyłem w mojej głowie. Dysocjacja to coś, czego nikt nie tłumaczy osobom queer — że sposób, w jaki się od siebie odcinasz, żeby przeżyć, ma cenę. Malarstwo było dla mnie sposobem na powrót do ciała. Do własnych dłoni, oddechu, wagi gestu. Każde pociągnięcie pędzla jest tam, fizycznie, nieodwołalnie.
O widzialności
— Jak reagujesz na opinię, że sztuka queer powinna być "bardziej subtelna" — żeby dotrzeć do szerszej publiczności?
Ze śmiechem. A potem ze zmęczeniem. "Bądź mniej sobą, to cię zaakceptujemy" — znasz ten wzorzec? On nie dotyczy tylko sztuki. Przez całe życie mówiono mi żebym był subtelniejszy, bardziej normalny, mniej... wszystkiego. Skończyłem z tym. Jeśli moja sztuka jest za głośna dla kogoś, to może ta osoba potrzebuje lepszych słuchawek.
— Czy boisz się, że widoczność cię naraża?
Tak. Naprawdę się boję. I maluję dalej. Te dwie rzeczy mogą istnieć jednocześnie — strach i działanie. Myślę, że to jest queer courage: nie brak strachu, ale kontynuowanie mimo strachu. Dla tych, którzy mają go więcej niż ja. Dla tych, którzy jeszcze nie mogą.
Wernisaż "Ciała jako manifestu" odbył się 28 marca 2026 w galerii Labirynt w Lublinie. Wszystkie trzy prace sprzedano pierwszego wieczoru. Jan pracuje teraz nad nową serią, którą opisuje tylko jako "cichą".
Czytaj dalej
Newsletter
Bądź nieBanalny.
Wywiady, nowe prace, miejsca — bez algorytmu.