Wystawa "Ciało bez przepustki" — Galeria Labirynt
Dziesięć prac, jedno pytanie: komu wolno zajmować przestrzeń?
"Ciało bez przepustki" to tytuł, który sam w sobie jest manifestem. Kurator wystawy, Michał Borowski, zebrał dziesięcioro artystów z całej Polski i zadał im jedno pytanie: co znaczy być w ciele, które musi prosić o pozwolenie, żeby istnieć publicznie? Efekty wiszą teraz na ścianach lubelskiego Labiryntu i są może najważniejszą zbiorową wystawą polskiej sztuki queer w tym roku.
Sala pierwsza: widzialność
Wchodzisz i od razu natrafisz na serię fotografii Agnieszki Wierzbickiej — dziewięć portretów w czerni i bieli, każdy w formacie 60×80. Twarze. Proste, bezpośrednie, bez ucieczkowego spojrzenia. To osoby transpłciowe z Warszawy, Łodzi i Białegostoku fotografowane tak, jakby były kimkolwiek — bo są kimkolwiek. Ten banalny gest Wierzbickiej jest radykalny przez swoje nienachalność.
“Nie chciałam robić "sztuki o transach". Chciałam zrobić portret ludzi. Jeśli to jest rewolucja, to coś jest nie tak ze światem.”
— Agnieszka Wierzbicka
Sala druga: ciało jako archiwum
Środkowa sala należy do Konrada Malinowskiego i jego instalacji "Blizny". Siedemnaście gipsowych odlewów fragmentów ciał — dłonie, plecy, klatka piersiowa, kolano — ułożonych na białych postumentach. Żaden z fragmentów nie jest "normalny" w medycznym sensie: blizny po operacjach, znaki po leczeniu, ślady po urazach. Malinowski mówi wprost: "Ciało queer jest archiwum historii, której nie było nam wolno opowiadać."
To jest jedna z najmocniejszych prac na wystawie i jednocześnie jedna z najtrudniejszych do oglądania. Nie z powodu brzydoty — wręcz przeciwnie. Te fragmenty są piękne, precyzyjne, doskonałe w swojej nieregularności. Trudność polega na tym, że każda blizna jest historią, której nie znasz, ale wyczuwasz.
Ocena
"Ciało bez przepustki" działa jako całość lepiej niż jako suma części. Są w tej wystawie prace słabsze — dwie instalacje wideo w ostatniej sali mogłyby nie istnieć i nikt by nie stracił. Ale kuratorska logika Borowskiego jest niezwykle spójna: od widzialności przez archiwum do rozrachunku. To trajektoria, która ma sens.
Wystawa trwa do 15 marca 2026. Wstęp wolny w każdą środę.
Czytaj dalej
Newsletter
Bądź nieBanalny.
Wywiady, nowe prace, miejsca — bez algorytmu.